przez Jarski » Pn sty 28, 2013 8:02 am
Ano. Nie ma się co oszukiwać: wiek robi swoje. Wystarczy poobserwować grę Keitha z tamtego okresu i z ostatnich koncertów w Londynie i Nowym Jorku.
A koncerty z lat 1997-98 to faktycznie (przynajmniej dla mnie) najlepszy okres stadionowy w historii zespołu. Grali mocno i wyraziście, ale również melodyjnie. W kolejnych latach zaczęło tego brakować...
Say now baby, I'm the rank outsider, you can be my partner in crime...