Podjeliscie dość ciężki temat, bo trzeba podejść do niego subiektywnie a to uniemożliwia przedstawienie wiarygodnych argumentów. Ja sama nie potrafię zdecydować, który z ww gitarzystów był lepszy.
Brian jak ktoś wczesniej napisał tworzył niesamowity klimat, był bardzo utalentowany, jednak jak wiadomo nie radził sobie z własnym życiem że się tak wyrażę, może nie do końca trafnie, ale to z pewnością miało wpływ na jego twórczość. A po za tym Brian nie był tak bardzo zaangażowany w pisanie utworów. Plusem dla niego jest to, że muzyka stonesów za czasów Briana jest dla mnie bradzo przekonująca, a mimo, że pisał głównie Mick i Keef to dorobek muzyczny z tamtego okresu jest zasługą całego zespołu. Brian wspólnie z Keefem pracowali sporo czasu nad umiejętnością "zgrania ze sobą" brzmienia gitar, co doprowadzili niemal do perfekcji. Jones lubił też eksperymentować, czego dowodem jest chociażby użycie sitaru w Paint it Black. No i oczywiście był genialnym multiinstrumentalistą.
Przechodząc do Micka. Czas kiedy grał ze stonesami jest dla mnie, całkowicie subiektywnie, najbardziej wartościowym muzycznie. Ogólnie znana jest opinia, że Mick jest bardzo dobrym gitarzystą(w co nie wątpię), z zaznaczeniem jego technicznych umiejętności(nie potrafię tego ocenić, ale podważać również nie będę), co jest niewątpliwie plusem dla niego

Na temat samego Micka niewiele więcej mogę powiedzieć, bo mimo wielkiego szacunku do jego stonesowej działalności, i nie tylko, nieiwele o nim wiem. Jedyne co mogę zauważyć, to to, że po odejściu od stonesów nie odniósł żadnych większych sukcesów. Może to kwestia niezaspokojenia komeryjnego rynku, może mniejszej aktywności... W każdym bądź razie Brian nie miał okazji pokazać swojej aktywności po odejściu z grupy, a Ronnie, jak wiadomo z grupy nie odszedł
No, i na koniec Ron. Jestem pełan sympatii dla tego człowieka, ze Stonesami jest najdłużej i traktuję go jak nieodłączny element zespołu, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że nie zawsze tym elementem był. Idealnie zgrywa się z Keefem. Chociaż dla mnie, muzyka stonesów od lat 80tych, z wyjątkami oczywiście, nie jest już tak dobra jak była wcześniej... No i rok '89 jest dla mnie królewskim rokiem koncertowym stonesów, to niesamowite brzmienie... mrrr
Ehh rozpisałam się strasznie, a wszystko sprowadza się do tego, że każdy z tych gitarzystów wiele wniósł do muzyki Stonesów, każdego szanuję i cenię. Z całego tego dodawania mogłoby wyniknąć, że Ronnie pozostaje w cieniu, w stosunku do swoich poprzedników, ale nie uważam, żeby tak w rzeczywistości było. Każdy okres twórczości Stonesów się od siebie różnił, tak jak inne były inspiracje, muzycy, współpracownicy, czy też gitarzyści, tak inna była moda i nastroje w zespole.
Kurcze, mimo wszystko plusik dla Briana...
