przez thon022 » Wt mar 16, 2010 8:01 pm
Chcąc uniknąć nudnej recenzji wymyśliłem sobie dialog Błyszczących Bliźniaków, podczas którego mogła narodzić się koncepcja tej płyty :
Wraca pozytywnie nawalony Keef do hotelu w NYC i łapie za rękę Micka:
- nie uwierzysz gdzie byłem! Taka wielka tancbuda z światłami, gdzie ludzie gibają do zajebistej czarnej muzy. Mówią na to "disco" - zagrajmy coś koło tego!
- no chyba cie pojebało... Pismaki nas zjedzą...
- A członek z nimi. Im się nigdy nic nie podoba. Ze dwa szybsze do tańca i jedna dłuższa pościelówa, żeby się małolaty mogły pościskać. O, i taką zajebistą muzę z Jamajki słyszałem - zaśpiewasz ? "Oł czeri oł czeri oł bejbi "... No ?
- Nie, no to już przegięcie ...
- Ale dawaj, na luz trzeba wziąć! No!
- Oł czeri oł czeri ...
- No i gra !! Z dwa rokery mam gotowe, coś w jeszcze w studio wyplumkamy i płyta jak się patrzy ! No?
- noo ... (po chwili) .. .masz kreske?
- Czekaj ... no patrz, kurwa, cały towar w tym disco poszedł... Ale chodź, obsępimy młodego. To i o tej płycie pogadamy.
- O tej płycie to TY mu powiesz !
- No powiem , a co?
- Wkurwi się ...
- hehe, se może ... A ty lepiej jakieś laski wyrwij.
- O NIE! Ja wczoraj załatwiałem ruchanko. Dzisiaj twoja kolej.
- No dobra, dobra . Ze 3 starczy?
- 4, może Bill wpadnie...
- To u młodego, nie ?
- Noo
I powstała płyta kipiąca energią i rytmem, przy której można pozytywnie naładować akumulatory, starannie zrealizowana i o ściśle określonym, "imprezowym" charakterze. To ostatnia metamorfoza tego zespołu, otwiera zupełnie nowy rozdział historii The Rolling Stones. Z nowym gitarzystą, z nowym wizerunkiem. Po tej płycie już niczym nie będą w stanie zaskoczyć...
Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne
W koć turmiela weprząchnie, kostrą bajtę spoczy,
Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,
A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!